LoginSign up now !English
Mateusz10030
Write To This MemberPoke This MemberFlirt With This MemberAdd To My Friends
BlockReport an abuse
Horrorki
Horror fantastyka grozy – odmiana fantastyki polegająca na budowaniu świata przedstawionego na wzór rzeczywistości i praw nią rządzących po to, aby wprowadzić w jego obręb zjawiska kwestionujące te prawa i nie dające się wytłumaczyć bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych. Zadaniem horroru jest wywołanie lęku i niepokoju u odbiorcy utworu. Pojawiające się w świecie utworu zjawiska fantastyczne podważają ustalone na początku i akceptowane przez bohaterów prawa świata. Różnica między horrorem a thrillerem polega na tym, że w thrillerze zagrożenie ma charakter realny (np. przestępca, epidemia).
Blog's Info
My Posts: 3
Comments: 0
Create on 9/7/2008
Updated on 11/7/2008
Subscribe to the blog
MACISTE VS. THE VAMPIRE a.k.a Maciste contro il vampirom
Maciste – bohater filmowy o długim rodowodzie, wywodzącym się z postaci Herkulesa. Ludzie spragnieni sprawiedliwości i dobrej zabawy chętnie dawali się wciągnąć w przygody obdarzonego przez naturę lub bogów tężyzną fizyczną człowieka o gołębim sercu. Ta archetypowa postać po raz pierwszy rozpoczęła swa celuloidową działalność w słynnym filmie „Cabiria” z 1914 r. w reżyserii Giovanni Pastrone, przy którym pracował też słynny literat – awanturnik Gabriele d'Annunzio. Publiczność pokochała mocarza, nic więc dziwnego, że w latach 1914 – 1927 powstało aż 26 kolejnych filmów z udziałem Maciste, w którego wcielił się Batolomeo Pagano. Wraz z nastaniem we Włoszech mody na filmy spod znaku „sword and sandale”, także Maciste wrócił do łask. W latach 1960 – 1965 zwalczał zło w 25 następnych obrazach. Pewną niedogodnością są rozmaite imiona którymi obdarzano bohatera, w zależności na który rynek filmowy dzieło zostało skierowane. Dziś zapomniane filmy czekają na swego odkrywcę, by tryumfalnie wrócić na nasze ekrany.
Film rozpoczyna się niczym poradnik młodego rolnika. Chłop orze na ugorze. A tym chłopem jest nikt inny lecz sam Maciste! Tak drodzy widzowie. Maciste niczym przodujący kołchoźnik walczy o dobre plony dla swej wioski na tej kamienistej glebie. Troska o wyżywienie rodaków nie przytępia jednak jego zmysłów. Usłyszawszy wołanie o pomoc, bez mrugnięcia okiem, mocarz rzuca się z wysokiego brzegu w morskie odmęty, by ratować tonącego chłopca. Po udanej resuscytacji, razem wracają ochoczo do swej wioski, lecz miast gorącego przywitania zastają gorące zgliszcza. Podczas ich nieobecności domostwa zostały napadnięte przez piratów, ludność wymordowana bądź uprowadzona w niewolę. Na rękach Maciste umiera jego matka, co wywołuje zrozumiały gniew u bohatera. Porwanie ślicznych panien z wioski możemy skwitować słynnym zdaniem Duke Nukem: „Nobody steals our chicks... and lives!” Aby opowieść nabrała rumieńców i elementów grozy, przenosimy się na pokład statku, w którym więzione są niewiasty. Herszta bandy nacina ciała dziewczyn, a uzbierawszy odpowiednią ilość krwi w kielichu, przekazuje go skrytemu w oparach mgły demonowi. Maciste wiedziony instynktem podąża śladami przestępców i trafia do orientalnie wyglądającego miasta, rządzonego przez sułtana Abdula. Jak to jest w przysłowiu, że „mężczyźni rządzą światem, a mężczyznami kobiety”, sułtan manipulowany jest przez swą piękną, aczkolwiek ambitną i podstępną żonę, paktującą z demonem – wampirem Kobrakiem. Na miejscowym targu niewolników Maciste zauważa swe wiejskie koleżanki, więc przystępuje do czynu, czyli zbrojnej akcji. Narobiwszy zamieszania i bałaganu olbrzym nawiązuje kontakt z ruchem oporu, reprezentowanym przez Kurtika. W ten sposób rozpoczyna się walka o wolność, równość i braterstwo. Wraz z niebieskimi ludźmi (!) Maciste walczy z przeważającymi siłami armii zombie (!). Tylko on może powstrzymać Kobraka przed urzeczywistnieniem złowrogiego planu zawładnięcia planetą, albowiem sułtan Abdul ginie, ośmieliwszy się przeciwstawić wielkiemu wampirowi.

Film właściwie przygodowy, jakich wiele powstało w ówczesnym świecie śródziemnomorskim. Więcej tu bójek, gonitw, nutki egzotyki niż prawdziwego horroru. Pomijając rozrywkowy charakter filmu, można jednak odnaleźć pewne elementy filmu grozy. Oczywiście my, spaczeni setkami tytułów z lat późniejszych, wszędzie możemy się doszukać różnych odwołań bądź nowinek. Chociażby sceny z kobietami uwięzionymi na statku jako żywo nasuwają nam na myśl filmy z cyklu „women in prison”. Świat fantasy (niebiescy ludzie) i ten znany z opowieści z „1000 i jednej nocy” miesza się tu z delikatnymi akcentami grozy (wampir, picie krwi, armia zombie). Dziś film odbieramy jako pewną ciekawostkę, dajemy się czasem wciągnąć wartkiej akcji, choć pod koniec filmu zaczyna dominować nuda przez duże N. Końcówka znów jest błyskawiczna, jak gdyby realizatorzy przestraszyli się rosnącego czasu emisji.

Podsumowując, można film po oglądnięciu zapomnieć, bądź w ogóle ominąć, a nikt nie będzie miał o to pretensji. Przecież zostało jeszcze tyle innych obrazów o tym bohaterze zwanym Maciste, Goliat, Herkules, Samson, Atlas, Colossus lub Ursus… Z drugiej strony chyba jeden z tego typu filmów należałoby oglądnąć, by zobaczyć czym podniecali się widzowie Europy, oraz kto prężył muskuły nim nastała era Schwarzeneggera (Gordon Scott, Steve Reeves, Gordon Mitchell, Alan Steel i inni).
Posted on 11/7/2008 21:59:51 | Comments (1)
ZŁE MIĘSO
"Złe Mięso" to pierwszy polski film traktujący o żywej śmierci zrealizowany przez fotografa Don Bastka. Fanów zombie movies nie będę musiał przekonywać, aby sięgnęli po ten tytuł, a wszystkich innych widzów, być może sceptycznie nastawionych do kina offowego, zachęci do zapoznania się z filmem poniższa recenzja.
Fabuła tutaj jest wyjątkowo szczątkowa. "Złe Mięso" rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to komediowa część, w której barman (Błażej Stecko) przesiadujący w swym barze dzwoni po kolegę Alberta (Marcin Potoczny), który ma genialny pomysł - chce nakręcić film o zombie. Dzwonią, więc do Don Bastka (nota bene reżysera "Złego Mięsa") jako speca od wszelakiego filmowania.

Jeżeli chodzi o fabułę części horrorowej ciężko jest coś napisać, gdyż składają się na nią luźno połączone ze sobą scenki. Nie ma tu wyraźnego związku przyczynowo-skutkowego, jakiegoś początku, czy rozróżnialnego końca. Ot, stada zombie atakują przypadkowych ludzi.

Trudno mi jednoznacznie ocenić ten film, gdyż jest strasznie nierówny. Na pierwszy plan wysuwa się płaszczyzna komediowa, w której dwóch znajomych chce nakręcić horror. Zabawne dialogi, wymiana pomysłów ("W filmie przydałaby się jakaś taka charakterystyczna twarda sztuka..."), czy w końcu genialne monologi Krzysztofa Ziółkowskiego jako znawcy filmu. Gość ma naprawdę talent aktorski jak i oratorski i wróżę mu świetlaną przyszłość przy kręceniu filmów. Równie dobrze poradzili sobie Marcin Potoczny i Błażej Stecko. Nieco gorzej natomiast wypadło aktorstwo ofiar zombiech, ale i role były znacznie trudniejsze, a trzeba pamiętać, że w "Złym Mięsie" występowali sami amatorzy, więc generalnie nie można się za bardzo czepiać. Jak wspominałem wyżej część filmu opowiadająca o żywych trupach wypada dość blado. Przyczynił się do tego z pewnością niedopracowany scenariusz. Nie bardzo wiadomo, o co chodzi, skąd wzięły się zombie, kim są ofiary, ani generalnie nic. Chaos wysuwa się na pierwszy plan. Ta część jest nastawiona jedynie na wizualny odbiór bez jakichkolwiek prób silenia się na inteligentny wydźwięk. Czy było to słuszne postanowienie pozostawiam Wam do oceny. Mi taki zabieg się nie spodobał. Jeżeli chodzi o wizualny aspekt to jest to mocna strona dzieła Don Bastka. Dobrze nakręcony, ciekawe ujęcia, praca kamery, charakteryzacja zombie, która w głównej mierze jest zasługą Weroniki Nadary, absolwentki szkoły charakteryzatorskiej jest bez zarzutu, a scena pożerania jednej z ofiar przez gromadę żywych trupów wypada znakomicie i przypomina sceny pożerania z takich filmów jak "Dawn of the Dead", czy "Day of the Dead" Romero. Pan reżyser, który jest fotografem, oraz miłośnikiem kobiecych stóp przemycił do filmu także kilka fetyszystowskich akcentów, niby to przez "przypadek" wmontowując sceny zabawiania się kobiecymi stopami. Osobiście mi się to nie spodobało, jednak te sceny mogą znaleźć zwolenników, więc na minus tego nie zaliczę.

Wiele w tym filmie można by poprawić, jednak Don Bastek pokazał, że da się w Polsce nakręcić obraz spod znaku zombie movie. Miejmy nadzieję, że realizacja tego filmu była dla jego twórców porządną lekcją i ich kolejne dzieła będą pozbawione błędów, jakich nie ustrzegli się przy tworzeniu "Złego Mięsa". Czy warto obejrzeć? Z pewnością warto chociażby po to, by przekonać się jak może wyglądać film o żywej śmierci nakręcony w kraju nad Wisłą.

Posted on 10/7/2008 13:54:49 | Comments (0)
Waz
Ludzkość to gatunek istot żywych, którego największy fenomen polega na tym, iż trwa. W kontekście historii naszej planety może nie jest to jakoś szczególnie długie zjawisko, ale patrząc i porównując zachowanie człowieka z innymi żyjątkami na Ziemi, trzeba przyznać, iż jego egzystencja jest wyjątkowa. Nieznany mi jest bowiem inny rodzaj istot zamieszkujący glob ziemski, który nie tylko z wyjątkową krótkowzrocznością niszczyłby wszystko dokoła, lecz także w imię najbardziej absurdalnych powodów trzebiłby przedstawicieli własnego gatunku.

Posted on 10/7/2008 13:52:26 | Comments (0)
aboutbloghelptermsprivacycontactflyersbahu © 2008